Nareszcie wzburzenie Ślimaka dosięgło zenitu. Siadł na ławie, potem zerwał się z niej, pochwycił się za głowę i przez chwilę już nie wiedział, co ma robić z ciężkiej niepewności. Nagle spojrzał na Jędrka i - błysnęła mu myśl szczęśliwa. - Chodź ino tu, Jędrek - rzekł do chłopca zdejmując rzemyk z bioder. - Oj, tatulu, nie bijcie mnie! - wrzasnął chłopak; któremu zresztą już od paru godzin zdawało się, że bicie go nie minie. .
Trafiła do paki za jazdę w takim. - No cóż, prawdę mówiąc, coś takiego przydarzyło mi się właśnie dzisiaj - przyznała Kate.. Charakter terroru, który w wielu wypadkach doprowadził do zbrodni przeciwko ludzko-. Kosmiczną, badania prowadzone w tym kierunku nabierają jeszcze. - Kaptury. Wciągnęli na głowy kaptury uniemożliwiające im zobaczenie swych prześladowców. Gdy już nic nie widzieli, do piwnicy wkroczył Zack z dwójką mężczyzn. Nieśli kajdanki. Zack zrobił ruch głową w stronę więźniów. Zostali odwróceni, po czym skrępowano im z tyłu ręce. Nie mogli oczywiście wiedzieć, że sprawdzanie diamentów skończyło się po północy - ku zadowoleniu Zacka i jego kumpli. Cała czwórka spędziła noc na dokładnym porządkowaniu domu. Należało przetrzeć wszystkie powierzchnie z odciskami ich palców, zlikwidować wszelkie ślady. Nie zadali sobie jednak trudu, by usunąć z piwnicy rozkładane łóżko i łańcuch, którym Simon przez trzy tygodnie był do niego przypięty. Chodziło nie o to, żeby nie rozpoznano tego miejsca jako kryjówki porywaczy, lecz o to, żeby nie domyślano się, kim oni są. Odczepiono Simonowi łańcuch opasujący w kostce jego nogę i poprowadzono ich na górę, przez dom i w dół do garażu. Volvo już czekało. Do bagażnika porywacze załadowali swe torby. Quinna pchnięto na tylne siedzenie, po czym zepchnięto na podłogę, a następnie przykryto kocem. Nie było mu wygodnie, ale nie tracił optymizmu. Gdyby porywacze zamierzali ich obu zabić, najlepszym do tego miejscem byłaby piwnica. Quinn proponował kidnaperom, żeby ich tu zostawili, skąd uwolniłaby ich policja po otrzymaniu telefonu z zagranicy. Widać miało być inaczej. Domyślił się, że porywacze nie chcą, by ich kryjówka została zdekonspirowanaw każdym razie jeszcze nie teraz. Leżał skulony na podłodze auta i z trudem oddychał przez gruby kaptur. Poczuł, że ugięły się poduszki siedzenia - to ponaglano Simona Cormacka do położenia się na tylnym siedzeniu. Jego też przykryto kocem. Dwaj drobniejsi mężczyźni usiedli na brzegu tylnego siedzenia, mając za plecami szczupłe ciało Simona, stopy zaś oparli na Quinnie. Olbrzym zajął miejsce z przodu. Zack usiadł za kierownicą. Na jego polecenie wszyscy zdjęli maski i bluzy treningowe, a następnie wyrzucili je przez okna na podłogę garażu. Zack włączył silnik i zdalnie uruchomił automat otwierający drzwi. Wyjechał tyłem na podjazd, zamknął garaż, zakręcił w stronę ulicy i ruszył. Nikt ich niewidział. Było jeszcze ciemno, do świtu brakowało dwóch i pół godziny. Jechali monotonnie przez dwie godziny. Quinn nie miał pojęcia, gdzie są ani dokąd się udają. W końcu (potem ustalono, że dochodziła szósta trzydzieści) samochód zwolnił i zatrzymałsię. Podczas jazdy nikt nie odezwał się ani słowem. Siedzieli sztywni, wyprostowani, w urzędniczych garniturach z krawatami i milczeli. Kiedy stanęli, Quinn usłyszał, że tylne drzwi bliżej niego otworzyły się. Zabrano stopy z jego ciała. Kłoszą nogi wyciągnął go z auta. Skrępowanymi rękoma poczuł wilgotną trawę. Domyślił się, że leży na skraju drogi. Z trudem podniósł się na kolana, a potem stopy. Usłyszał, że tamci dwaj wracają do samochodu, zatrzaskują drzwi.. - Kniaź długo na żmujdzkie krzywdy oczy zamykał i Krzyżaków kochał. Niedawne czasy, jak księżna, jego żona, jeździła do Prus, do samego Malborga w odwiedziny. To tam ją przyjmowali jakoby samą królowę polską. A toż niedawno, niedawno! Obsypywali ci ją darami, a co było turniejów, uczt i różnych wszelakich dziwów w każdym mieście, tego by nikt nie zliczył. Myśleli ludzie, że to już na wieki miłość między Krzyżaki a księciem Witoldem nastanie, aż tu niespodzianie odmieniło się w nim serce.... Wciąż jeszcze była w niego wczepiona. Zemdlał na plaży. Jedna z matek podbiegła. - No dobrze, dobrze! Idźcie sobie już... a w poniedziałek zaczniemy radzić nad losem Kucharczyka! Pieniądze się przydadzą... Ja też coś mogę dodać. Coś uzyskam z Czerwonego Krzyża i wyślemy synka do Zakopanego, do sanatorium! Wszystko będzie dobrze! No do widzenia, do widzenia!... Chłopcy z ujcem poszli. Ujec stracił tylko jeden guzik. Kiedy już stał w progu, to wdał się z nim w rozmowę pan doktor Nowak i ukręcił mu guzik. Ujec trochę się zmartwił, lecz potem powiedział do chłopców: - A niechby mi wszystkie guziki odkręcił, gdyby tylko naszego Hanysa uratował. Bo tylko on to może uczynić, nikt inny!.... Do Norwegii? A po co pani tam jedzie?.